Tag-Archive for ◊ sf ◊

Autor:
• środa, wrzesień 19th, 2012

Powyższy cytat z „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka” przyszedł mi do głowy w trakcie oglądania „Prometeusza” Ridleya Scotta. A dokładnie podczas sceny w której Prometeusz ląduje na planecie. Tak sobie po prostu przylecieli i wylądowali. Żadnego orbitowania, badania powierzchni, wstępnych prac kartograficznych, oceny klimatu itp. Po prostu nadlecieli, a gość od oglądania naskalnych rysunków wskazał palcem przez okno miejsce lądowania. Załoga nawet nie sprawdziła, czy nieznane podłoże nieznanego globu utrzyma ciężar statku. I tak przez cały czas.

Zwiastunów Prometeusza naoglądałem się wcześniej sporo i bardzo liczyłem na ten film, reklamowany jako hard-sf. Byłem przekonany, że tak niebanalny reżyser jak RS zaproponuje coś sensownego. Połączy w nowy, nieoczekiwany sposób fakt początków życia na ziemi z mitologią, obcymi i zaawansowaną techniką. No cóż, wyszło jak zwykle – po hollywoodzku, czyli ogranie starych schematów w oklepany sposób, a ja zostałem nabrany jak tytułowy żołnierzyk przez pewną babcię.

Nie będę tu wymieniał wszystkich słabych punktów scenariusza. Zbiór nielogiczności i nieciągłości jest tak pokaźny, że szkoda na to czasu. Po prostu kolejny amerykański obrazek, który nic nie wniósł. Jeżeli Ty, miły czytelniku, jeszcze nie oglądałeś tego „dzieła”, to odpuść – szkoda życia.

Kategorie: Film | Tagi: ,  | Nie można komentować
Autor:
• niedziela, kwiecień 08th, 2012

Ostatnimi dniami, segregując kolekcję e-booków, zacząłem zastanawiać się nad pytaniem: Którego z autorów moich ulubionych gatunków literackich (tj. since-fiction i fantasy) cenię najbardziej?

Z mety odpadli „mistrzowie jednego cyklu” – tacy jak Terry Pratchett. Jego opowieści o Świecie Dysku są oczywiście świetnie napisane i zaskakują zabawnymi rozwiązaniami, jednak autor nie wyszedł w twórczości (przynajmniej tej z którą miałem okazję się zetknąć) poza jedną konwencję. Inni „cykliczni” autorzy podobnie. Choć bardzo lubię takie serie jak „Czarna Kompania” Glena Cooka, czy „Żywostatki” Robina Hobba, to brakuje mi w nich niespodzianek. Pięć tomów o tym samym nie zaskakuje i na dłuższą metę nie wychodzi poza granice wyobraźni (przynajmniej mojej).

Dużo lepiej w tej materii wypada w moim subiektywnej opinii jedna z wielkich dam fantastyki – Pani Andre Norton. Np. w cyklu „Świat Czarownic” potrafiła skonfrontować ze sobą aż trzy światy: dwa zaawansowane technologicznie i jeden klasyczny świat fantasy tj. z czarami, magicznymi stworami itp. Spektrum wyobraźni tej autorki jest zresztą niesamowite, bo nie dość, że ogarnia te szablonowe i te nieszablonowe dziedziny fantasy, to wcale nie stroni od SF. Choć pisze zbyt cukierkowo…

Mógłbym tak wybrzydzać na wielu znanych mi pisarzy, ale w końcu pytanie brzmiało „którego z autorów najbardziej cenię”, a nie „w którym czego nie lubię”. I w ten sposób doszliśmy do ścisłego finału, a tu na podium staneli: Henry Kuttner, nieco wyżej Arthur C. Clark, a na samym szczycie… Roger Zelazny.

Co do Kuttnera, to przyznam bez bicia – sam nie wiem dlaczego tak lubię jego utwory. Wzbudził moją sympatię „Krainą Mroku” i tak już zostało.

Arthur C. Clark – prawdziwy wizjoner, który wyprzedzał swoje czasy o co najmniej wiek. Zawsze o krok przed poznanym i dalsze tłumaczenia są zbędne.

Natomiast Zelazny… Tak, wiem – nie jest literackim geniuszem i po prostu: jest ceniony bez fajerwerków. Ale, jak powiedział Kobuszewski, grający przedsiębiorcę naftowego w filmie „Lata 20, lata 30” – „Geniusze niech pracują dla konkurencji, mnie wystarczy fachowiec”.
R. Zelazny to po prostu prawdziwy rzemiecha, któremu nieczęsto zdarzało się odwalić lipę. Lwią część jego twórczości stanowią rzeczy napisane spójnie i na podstawie oryginalnych, niemal zawsze świeżych pomysłów. Takie powieści jak „Stwory Światła i Ciemności”, „Umrzeć w Italbarze” czy „Pań Światła”, popychają moją wyobraźnię w kierunkach, których istnienia nawet nie podejrzewałem.

No tak. Ale to, że za ogół twórczości najbardziej cenię właśnie Rogera Zelaznego wcale nie oznacza, że jest on autorem najbardziej cenionej przeze mnie powieści. To miejsce od wielu już lat okupuje „Fiasko” Stanisława Lema. Gdzieś czytałem, że „Fiasko” było ostatnim utworem SF Lema i stanowiło jego swoiste pożegnanie z tym gatunkiem. Jeżeli tak, to pożegnał się w wielkim stylu.

Kategorie: Różne | Tagi: ,  | Nie można komentować
Autor:
• czwartek, sierpień 21st, 2008

Niedawno miała premierę trzecia część „Żołnierzy Kosmosu”. Zaskoczyła mnie trochę ta „trójka”, bo jakoś zupełnie przegapiłem część drugą. No cóż, bywa. Gapiostwo zdopingowało mnie do działania i w efekcie obejrzałem dwójkę i trójkę pod rząd.

.

.

Czytaj dalej…

Kategorie: Film | Tagi: , , ,  | Nie można komentować
Autor:
• czwartek, lipiec 10th, 2008

Nie jestem miłośnikiem literatury, ale od czasu do czasu zdarza mi się coś przeczytać. Z reguły jest to moje ulubione science-fiction. Książek nie szukam, one znajdują mnie same i to często dosłownie. Np. moje zainteresowanie judo i innymi sportami opartymi na jujitsu, zostało spowodowane książką o historii budo, którą znalazłem na wystawce typu „nam niepotrzebna” w pewnej bibliotece. Przypadkowo przechodziłem korytarzem, spojrzałem na półkę, zobaczyłem tytuł „Budo” i obrazek Buddy na okładce, pomyślałem: o Buddyźmie w sumie niewiele wiem i można by zobaczyć kto zacz i… wziąłem. Okazało się, że książka jest o czymś zupełnie innym – znacznie ciekawszym.

Ale nie o sporcie ma być ten wpis.

Czytaj dalej…

Kategorie: Różne | Tagi: , , ,  | Nie można komentować