Archive for the Category ◊ Wyprawy ◊

Autor:
• wtorek, czerwiec 19th, 2018

Przy okazji rajzy motocyklowej po kaszubach, postanowiłem spróbować czegoś nowego i na wyprawę zamiast namiotu zabrałem tarpa 3×3 m. Głównym powodem tego eksperymentu był fakt, że na takich wyjazdach, gdzie w jednym miejscu spędzam tylko jedną noc, strasznie mierzi mnie wieczorne rozkładanie i poranne składanie namiotu.

Eksperyment się zakończył, i dziś mogę wyciągnąć wnioski.

Już pierwszego tarpowego wieczoru, przed przyłożeniem głowy do poduszki, musiałem z niej najpierw spędzić żabę. Inną drobną, ale zauważalną niedogodnością, były wszędobylskie owady. Pojawiły się w znacznej liczbie mimo, że rozbiłem tarpa w konfiguracji namiotu, zamkniętego ze wszystkich stron. A propos zamknięcia – nad ranem otworzyłem jedną ścianę, ale niestety nie zapobiegło to pokryciu się płachty od wewnątrz skondensowaną wilgocią, która następnie spływała mi na rzeczy. Kolejną drobną niedogodnością okazał się wszędobylski piach, który z braku podłogi dostawał się do moich rzeczy mimo, że pod tarpem miałem prowizorycznie rozłożoną folię malarską. Nie było możliwości rozbicia się na jakimś mchu, czy gęstej trawie.
Wszystko to jednak były drobiazgi, lekko irytujące, ale nie przeszkadzające w stosunkowo wygodnym biwakowaniu. Nie było mi dane doświadczyć nocnego deszczu, ale wydaje mi się, że drobne opady nie stanowią pod tarpem problemu. Z braku podłogi i szkieletu bałbym się jednak długotrwałych opadów, burzy, oberwania chmury i mocnego wiatru. Nie ma siły, żeby w takich warunkach ocalić dobytek od zawilgocenia i potrzeby poświęcenia potem mnóstwa czasu na suszenie. Dobry i przemyślany namiot jest wszystkich powyższych wad zupełnie pozbawiony.

A jakie widzę zalety płachty biwakowej? Oczywiście mały ciężar, niewielkie gabaryty oraz łatwość i mnogość konfiguracji rozkładania. Do tego dobra termika i fakt, że można go rozbić w szczerym polu, zaczepiając jeden róg o stojący motocykl.

Wnioski z powyższego są takie: na wyjazdy, gdzie liczy się każdy gram, czyli pieszo i rowerem – z pełnym powodzeniem można korzystać z tarpa. Schronienie wystarczająco wygodne, choć przy zagrożeniu niepogodą, rzeczy trzymałbym nocą w dużym worze na śmieci. Ww. zwierzęco-mineralne niedogodności są nieco irytujące, ale w sumie możliwe do zignorowania.

Gdy jednak nie musimy liczyć się z każdym gramem i każdym cm3, namiot jest lepszą opcją. Moskitiera, solidna izolacja od podłoża, wiatroodporna konstrukcja i odprowadzanie wilgoci z komory pod tropik, to gwarancja (a nie tylko duże prawdopodobieństwo) bezproblemowego odpoczynku – bez względu na aurę pogodowa i natarczywość lokalnej fauny.

Co do mnie, mam zamiar używać namiotu i tarpa zamiennie – w zależności od prognoz pogody i spodziewanych warunków w docelowych miejscach biwakowania.

Kategorie: Różne, Wyprawy | Tagi: , , ,  | Bez komentarzy
Autor:
• niedziela, sierpień 06th, 2017

Z okazji trwania imprezy „Grodziskie Piwobranie 2017”, udało mi się zwiedzić browar w Grodzisku Wielkopolskim, w którym warzone jest „Piwo z Grodziska”, czyli po prostu „Grodziskie”. Dla niewtajemniczonych: piwo gatunku „Grodziskie” jest piwem pszenicznym, warzonym od około 1300 roku, lekkim, niskoalkoholowym, o lekko dymiono-wędzonym smaku. Według obecnie obowiązującej klasyfikacji, jest to jedyny Polski gatunek piwa na świecie (choć podobno niemcy ostatnio nam brużdżą i przebąkują, że tak na prawdę to oni wymyślili…). Ja osobiście nie przepadam na piwami pszenicznymi, ale akurat grodziskie łykam z chęcią, i z poczucia patriotyzmu zawsze staram się mieć kilka w piwnicy.

Wracając jednak do przedmiotowego browaru – byłem mile zaskoczony, jak został odbudowany po niszczących latach 90-tych. Z ruiny przeistoczył się w piękne przedsiębiorstwo i bardzo fajnie, że zamiast wszystko zburzyć i postawić od nowa, ocalono stare rozwiązania. Czuć tam klimat i nie mówię tu nie tylko o miłym każdemu piwowarowi zapachu brzeczki, fermentującej w otwartych tankach.
Samo zwiedzanie zorganizowane zostało w sposób bardzo przemyślany i mogę o nim mówić tylko w superlatywach. Za jakiekolwiek niedociągnięcia powinienem winić tylko siebie, a to dlatego, że nastawiałem się na to zwiedzanie od dwóch lat. Pierwotnie planowałem tego tripa już w zeszłym roku, ale pogoda nie zachęcała do podróży (motocyklem). W tym roku też nie było z aurą za ciekawie, ale zawziąłem się i pojechałem pomimo przelotnych deszczy. W efekcie długiego oczekiwania, zbudowałem sobie w głowie obraz tego browaru jako dużej instytucji, którą będę długo zwiedzał niczym jakiś Luwr. Jak okazało się na miejscu, jest to raczej taka nanofirma, którą dało się obejść w 20 minut, i to zaglądając w każdy kąt i oglądając dokładnie każdy plakat na ścianie. W efekcie rychłe zakończenie zwiedzania bardzo mnie zdziwiło i nawet na chwilę przystanąłem z kołaczącą się myślą: „To już?”. Inna sprawa, że browar warzy piwko, ale do butelkowania, to ono jedzie gdzie indziej. Dokąd? Pracownik browaru nie chciał zdradzić.
No właśnie – chodziłem sobie po tym browarze z kamerką na kijku i filmowałem co się dało. Robiłem to z czystej ciekawości i chęci posiadania takiego filmiku, bo jak powszechnie wiadomo, produkcja piwa bardzo mnie interesuje. I chyba przez to, czułem jakąś lekką rezerwę browarników w rozmowach ze mną. Już na dzień dobry przy wejściu zostałem poinformowany, że filmować i robić zdjęcia mogę wyłącznie na własne potrzeby, a nie w celach komercyjnych (wiedziałem to już wcześniej, bo czytałem regulamin zwiedzania). W porządku, rozumiem to, szanuję, i żadnych materiałów tego typu nie zamieszczę nawet na tym moim blogu (który w żadnym razie nie ma charakteru komercyjnego). Ale robienie wielkich tajemnic z tego, czy tamtego szczegółu produkcji, to już lekka przesada – nie produkują tam przecież bomb. Jak jest uwarzone grodziskie wie każdy, kto choć oględnie siedzi w temacie, a mi też przecież nie chodziło o kontrolę ksiąg rachunkowych.

Ale nic to. Ważne, że wycieczka była bardzo udana i z przyjemnością zobaczyłem pierwszy raz w życiu na żywe oczy, jak robi się piwko na skalę przemysłową. I powiem wam, że żadna filozofia – tylko robić. A właścicielom i pracownikom browaru dziękuję za możliwość zwiedzenia i życzę powodzenia w biznesie. Ja gdy tylko mam okazję, kupuję butelczynę warzonego przez nich piwka.

Kategorie: Różne, Wyprawy | Tagi: , , ,  | Nie można komentować
Autor:
• sobota, czerwiec 03rd, 2017

W weekend 26-28.05.2017 r. odbył się w Wolinie zlot motocyklowy, którego tematem były stare, szczecińskie motocykle Junak. Ja generalnie nie przepadam za zlotami i odnośnie motocykli, to dużo bardziej wolę na nich jeździć, niż tracić czas na tylko gadanie o jeżdżeniu. Ale w owe sobotnie południe stawiłem się na tym zlocie, żeby przyłączyć się do planowanej parady motocyklowej – z Wolina pod molo w Międzyzdrojach.

Jak było na samym zlocie nie wiem, bo… nie zostałem wpuszczony na jego teren. Za wejście na teren zlotu na jeden dzień, przy bramie kasowano 10 zł. Nieważne, że przyjechałeś tylko na paradę, która ma ruszyć za kwadrans i chcesz wjechać tylko po to, żeby ustawić się w porządku do startu – dycha się należy. A takich jak ja było tam kilkadziesiąt maszyn i w efekcie czekaliśmy na start tej parady w krzakach za płotem, żeby niemal chyłkiem się od niej dołączyć. W efekcie czułem się bardzo niefajnie. Tak, jakby gość przy bramie nie mógł po prostu uprzedzić, że: „Słuchaj, wjedź i ustaw się do parady, a gdyby ci się tu spodobało i chciałbyś zostać na dłużej, to mnie znajdź, bo jest zżuta po dychu za najem terenu, sprzątanie itp.” Myślę, że takie postawienie sprawy spokojnie by wystarczyło, bo motocykliści, to w 99% konkretni ludzie. No, ale może organizator sądzi innych według siebie.
Drugi raz niefajnie poczułem się podczas samego przejazdu. Sznur motocykli był bardzo długi (w dwóch rzędach). Gdzieś w połowie drogi bractwo rozpędziło się do stówki, a ja zobaczyłem, że wszyscy przede mną wyprzedzają jakiś wolniejszy motocykl. Kiedy dojechałem do tego miejsca kolumny, zobaczyłem gościa na Junaku, który przyspieszał odrobinę wolniej niż inni. Nie to, że jechał wolno, po prostu maszyna potrzebowała nieco więcej czasu żeby się rozpędzać. Zlot Junaka, święto Junaka, tradycja, gość jedzie tym dobrze utrzymanym Junakiem, a reszta motocyklistów zamiast honorowo mu poasystować, to ma to w dupie i po prostu omija go jak truchło kota na asfalcie. Gdy to zobaczyłem, poczułem prawdziwy niesmak. Potem już do końca z przyjemnością pojechałem przy jego boku. Nie tylko z resztą ja, bo widziałem, że kilka innych osób za nami też specjalnie przyhamowało i pojechało w nieco słabiej przyspieszającej asyście.

Poniżej kilka fotek spod mola w Międzyzdrojach. Kwadraciaki wyszły z aparatu analogowego Agfa Isolette V (średni format).

Kategorie: Foto, Wyprawy  | Nie można komentować
Autor:
• piątek, grudzień 16th, 2016

Na wschód – tam musi być jakaś cywilizacja

Do tej wyprawy przymierzałem się od dwóch lat. Ale jak to w życiu – do zrobienia zawsze było coś ważniejszego. Aż w sierpniu tego roku powiedziałem: “Dość! Teraz, albo nigdy”. W efekcie udało mi się powzbijać trochę drogowego kurzu na szlakach warmii, mazur i suwalszczyzny. Łącznie 1.500 km w 4 dni.

dsc_0003_v01

Czytaj dalej…

Kategorie: Wyprawy | Tagi: , ,  | Nie można komentować