• wtorek, 15 września, 2009
Przypomniała mi się ww. piosenka, ale nie o chabrach będzie ten wpis, tylko o słonecznikach i ostach. Co do słoneczników, to natknąłem się na taką uprawę:

Bez pielęgnacji, zagłuszone przez chwasty, wyrosły jako stokrotki. A może to jakaś ekologiczna uprawa wersji wazonowej?
A co do ostów, to słyszałem kiedyś (niestety nie pamiętam od kogo) taką historię:
W latach 50-tych do pewnego zachodniopomorskiego PGR-u przyszło pismo: „Uskutecznić eksperymentalną uprawę ziemniaka. Wykonać!”. Eksperyment polegał na tym, że wykopało się dołki, do dołków nawrzucało obornika, na oborniku pieszczotliwie ułożyło ziemniaki i to wszystko przysypało z przyklepaniem. Lud pracujący wsi popukał się w głowę, ale prikaz był, to wykonali. Kartofle wrzucone do gnoju oczywiście zgniły i nikt by się tym specjalnie nie przejął gdyby nie fakt, że pewnego dnia do owego PGR-u zawitała komisja z ministerstwa rolnictwa (Mówiąc na marginesie komisja w sama sobie też była dosyć ciekawa, bo typowo rolnicza – tzn. większość członków stanowili umundurowani oficerowie Wojska Polskiego, ale nie czepiajmy się – takie były czasy). Komisja popatrzała na ekshumowane zgniłe ziemniaki, pokiwała smutno głowami i przy okazji kontroli wzięła się za oględziny całego gospodarstwa. Wyszli za zabudowania, gdzie hen po horyzont ciągnął się nieużytek w postaci łąki, masakrycznie gęsto porośniętej białymi ostami. Na pytanie komisji „A tutaj co rośnie?”, ktoś z pracowników PGR-u rzucił „Bawełna”. Wojskowi pokiwali głowami, pokręcili się jeszcze i pojechali, a miesiąc później ministerstwo rolnictwa przysłało pismo… z wielką pochwałą za nowatorską uprawę bawełny.
Tak to często bywa…
• sobota, 05 września, 2009
Gdzie się podziały czasy w których prawdziwi mężczyźni przemierzali świat w długich łodziach, a kobiety nie odzywały się niepytane? Niektórzy starają się do tego wrócić. W sumie ich popieram. Poniżej kilka fotek z turnieju wojów na XV Festiwalu Słowian i Wikingów Wolin 2009.
• wtorek, 25 sierpnia, 2009
Poniższe Volvo BV 202 (a właściwie trzy volva, które kręciły się podczas Zlotu Miłośników Pojazdów Historycznych i Wojskowych Darłówko 2009), to jedna z tych maszyn które wjadą wszędzie. Bagno? Jezioro? Głęboki śnieg? Dla nich to tylko droga…
• piątek, 21 sierpnia, 2009
Kupiłem dzisiaj klawiaturę do PC. Niby nic, zwykły wyrób małych chińskich ludzików. Ale kiedy spojrzałem na folię w którą urządzenie zostało zapakowane, zatkało mnie. Nadrukowano na niej dwa duże znaki.

Ok. – obecność tego po lewej jestem jeszcze w stanie zrozumieć (choć worek jest fabrycznie podziurawiony i nawet amatorom kleju na nic by się nie zdał), ale celu nadrukowania tego po prawej nijak pojąć nie mogę. Dlaczego akurat właśnie takie ostrzeżenie? Czy producent przeprowadził jakieś badania statystyczne z których wynikło, że duża ilość osób kupujących klawiatury, opakowania po nich nakłada na głowy dzieciom? Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten nadruk, to jakiś chory kitajski żart z cywilizacji zachodu.
Istnieje możliwość, że pierwotnie przedmiotowe opakowanie nie miało być do klawiatur, tylko do jakiś innych produktów – ale i tak nie potrafię sobie wyobrazić towaru, po rozpakowaniu którego ktoś normalny psychicznie (czyli, mam nadzieję, wciąż jeszcze przeważająca większość konsumentów), miałby ochotę nałożyć worek po nim na głowę małego dziecka. A nawet gdyby trafiła się taka wykolejona osoba, to rysunek w tym stylu jest raczej podsunięciem pomysłu, niż ostrzeżeniem.
Kategorie: Różne
|
Nie można komentować