Autor:
• poniedziałek, lutego 16th, 2009

Tak sobie czytam ten oto wywiad Jacka Żakowskiego z Wojciechem Jaruzelskim i myślę: „To jak to w końcu było z tym 1989 rokiem? Czy komuniści dobrowolnie oddali władzę, czy może *antykomuniści* wywalczyli ją sobie sami, bez łaski ze strony PZPR?”. Antykomuniści specjalnie piszę w gwiazdkach, bo odnoszę wrażenie, że ludziom Solidarności nie tyle chodziło o walkę z komunizmem jako ideą, co o zmianę ówczesnego systemu władzy. Potem z tego wszystkiego jak zwykle wyszła Polska specjalność: bigos. Przez całe lata 90 i później, postkomunistyczna lewica miała program wybitnie prawicowy, a prawica walczyła o prawa robotników i założeniowo niewiele odbiegała od wytycznych Marksa.

.
Wracając jednak do wspomnianego artykułu – w słowach Pana Generała widzę tezę, że to on doprowadził do okrągłego stołu i przez lata kontrolował cały proces przemian, zaplanowany od początku lat 80, aż do momentu w którym lewica w 1993 r. wygrała wybory i PZPR wróciło do rządzenia krajem. Paaanie Generale, bez jaj proszę. Mam szacunek do Pana przeszłości bojowej zarówno z wojny II światowej, jak i z tej Polsko – Jaruzelskiej. Myślę, że w wypadku tej drugiej na Pana miejscu mógł nieszczęśliwie stać ktoś dużo wyrywniejszy od Pana i polać się mogło o wiele, wiele więcej polskiej krwi. A może i nie ominęłaby nas wątpliwa przyjemność wizyty oddziałów z okolicznych „Bratnich Krajów Miłujących Pokój”. Tym nie mniej pozwoli Pan, że Pana opinię, jakoby przez lata kontrolował Pan całą sytuację, odłożę na półkę „Mity, Podania i Legendy”. Kontrolować to można budżet domowy, ale o społeczno – gospodarczo – polityczną kontrolę sporego szmatu ziemi pełnego Polaków, to się można co najwyżej pomodlić, bo nawet nie pokusić. Przez lata nie udzielał Pan wywiadów, milczał i trzymał się z daleka od sceny. Nie lepiej było tak pozostać? Warto się teraz odzywać i tracić szacunek ludzi takich jak ja, lub urodzonych po 1989 r. i potrafiących oceniać PRL z obiektywnej perspektywy historycznej?

No dobrze – a teraz na rozluźnienie chwila prawdy. Jak dowiedziałem się kiedyś na pewnym wykładzie w pewnej uczelni: „Komunizm w naszym kraju upadł przez… parówki w Mielcu”. Pomijając czasochłonne daty i szczegóły było tak:

W Mieleckiej fabryce lat 70-tych (branża zmilitaryzowana – samoloty i takie tam) na śniadanie o 10.00 zawsze były parówki. Aż do pewnego feralnego dnia w którym parówek po prostu nie dowieziono. Ludziska powyłączały frezarki, przyszły na śniadanie, a tam pusto. „STRAJKUJEMY! – ktoś krzyknął – Nie ma parówek, to nie ma pracy!”. Po okolicznych Komitetach rozdzwoniły się telefony, że parówki dla fabryki mają się natychmiast znaleźć – ale nadaremno. Ludziska z fabryki siedziały na tyłkach dłubiąc palcami w nosach, aż ktoś dowcipny wykombinował: „Wiecie co chłopaki? Tak o parówki, to głupio strajkować. Zażądajmy wyższych pensji”. Zażądali, a ponieważ władza była w ciężkim szoku (jak to się mogło stać, że robotnicy strajkują przeciwko robotniczej władzy) i nie miała jeszcze wypracowanych mechanizmów postępowania w takich sytuacjach, z tego całego oszołomienia dała podwyżki. Jak się reszta zbrojeniówki dowiedziała, że tym w Mielcu podnieśli pobory, jak nie zaczęła grozić strajkami – i włodarze kraju chcąc nie chcąc musieli podnieść całej zbrojeniówce. Wtedy o tym, że zbrojeniówka dostała więcej dowiedzieli się stoczniowcy… i dalej to już wiadomo z wersji oficjalnych, które właśnie od tego miejsca się rozpoczynają.

Czy powyższa historia jest w całości zmyślona, czy może w całości lub w którejś części prawdziwa – nie wiem. Wiem tylko, że wywrócenie na drugą stronę całego państwa przez dwie niedowiezione skrzynki parówek, jest dla nas Polaków charakterystyczne. Ciekawe, co w dobie kryzysu dostają na śniadanie nasi w fabrykach w Irlandii…

.

Wyślij na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • email
Kategorie: Różne | Tagi:
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przy pomocy RSS 2.0 Both comments and pings are currently closed.

Komentowanie zamknięte.