Autor:
• sobota, listopad 30th, 2013

Tytułem dzisiejszych andrzejek wyrzucę z siebie coś co sprawia, że jestem jednocześnie zirytowany i zdziwiony. Chodzi o pewne zjawisko na rodzimym podwórku literackim, mianowicie o autora Andrzeja Ziemiańskiego. Jestem właśnie po lekturze jego powieści „Toy wars”, a kilka lat temu zetknąłem się również z „Achają” i jakimiś opowiadaniami. Cóż mnie tak irytuje i dziwi?

Irytuje mnie styl pisarski tego obywatela. Często-gęsto mam tak, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron książki, przychodzi mi na myśl cytat z rosyjskiej komedii „Poborowi”, gdzie jeden z głównych bohaterów filmu na widok jednostki w której ma służyć stwierdza: „No tak, tu nam jeść nie dadzą”. Po prostu wiem, że nie przebrnę przez styl autora i książka ląduje w elektronicznym koszu.

Coś z pogranicza ww. myśli przyszło mi do głowy na początku „Toy wars” i, o ile pamiętam, także gdy zaczynałem „Achaję”. I tu dochodzimy do zdziwienia, bo dziwiłem się sam sobie, że dalej to czytam. Oba te uczucia towarzyszyły mi przez całe wspomniane utwory.

Problem w tym, że Andrzej Z. przy swoim denerwującym stylu pisze tak ciekawie, że ciężko się oderwać. Na dwóch stronach potrafi cztery razy sensownie zmienić akcję. Po prostu kipiel pomysłów. Ta z kolei wciąż utrzymuje u mnie stan zaciekawienia, co wydarzy się dalej mimo, iż styl opowiadania każe dać sobie z powieścią spokój. A że „Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła”, męczę się dalej z takim utworem jednocześnie go pragnąc i nienawidząc.

Parafrazując Józefa Szwejka, który w podobny sposób wypowiedział się o jakiejś rasie psów: utwory Andrzeja Z. są tak brzydkie, że aż ładne.

Wyślij na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • email
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przy pomocy RSS 2.0 Both comments and pings are currently closed.

Komentowanie zamknięte.