Autor:
• poniedziałek, luty 07th, 2011

Kurcze… Ledwo zdążyłem odżałować śmierć Dio, a tu proszę – rano zaskoczyła mnie wiadomość o odejściu Garego Moora. Ruszyło mnie to, bo był dla mnie gitarowym idolem, szczególnie w ostatnim okresie mojego gitarzenia. Nawet nie przekroczył 60-tki. Żal gdy pomyślę, ile jeszcze rzeczy mógłby wyczarować ze swoich wioseł. Ktoś kiedyś zauważył, że Hendrix jeszcze by żył, ale Bóg potrzebował lekcji gry na gitarze. Widocznie wczoraj Pan doszedł do wniosku, że ma już opanowane akordy z rytmiką i czas się zabrać za naukę solówek.

No i siedzą sobie teraz chłopaki na chmurce, machają nogami w powietrzu. Jimi zapodaje melodię, Gary soluje, a Phil Lynott plumka im do tego na basie.

A po opanowaniu pentatoniki, pozostaje się już tylko nauczyć estradowego kroku. Chuck Berry?

.

Wyślij na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • email
Kategorie: Różne | Tagi:
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przy pomocy RSS 2.0 Both comments and pings are currently closed.

1 Komentarz

  1. Przynajmniej po nim pozostanie to co w duszy gra a nie kamień z pustymi słowami 😉