Ostatnio obejrzałem film z 2004 r. pt. „Dzienniki Motocyklowe” w reżyserii Waltera Scallesa. Historia oparta na wspomnieniach Ernesta „Che” Guevary, opowiadająca o włóczędze (sic!) dwóch przyjaciół po krajach Ameryki Łacińskiej. Wiele sobie po tym obrazie obiecywałem, a skończyło się na poczuciu straconego czasu.
.
.
Wiem, o gustach się nie dyskutuje. Może ktoś lubi obejrzeć w deszczowy wieczór jakąś ckliwą historię, choćby niezbyt pouczającą, ale za to graną przez aktora o rozpłakanych oczach. Ja uwielbiam filmy drogi, filmy przygodowe, wojenne, nawet obyczajowe pod warunkiem, że ujmują temat ze skrajnie różnych stron. Nie trawię za to filmów sensacyjnych i poetyckich, a jeśli na dodatek obraz jest tylko pseudopoetycki (tak jak rzeczone „Dzienniki”), to chce mi się już tylko wyć. Taki wspaniały potencjał: różnorodność krajów i społeczności Ameryki Południowej, stary motocykl, dwóch przyjaciół połączonych potrzebą gnania przez siebie, a wyszedł kinematograficzny gniot.
.
.
Może nie byłbym w ocenie tego filmu taki surowy, gdyby nie promowano go postacią Gevary. Po prawdzie, twórcy filmu wyraźnie zaznaczyli, że chcą pokazać „zwykłego człowieka” jakim w ich mniemaniu był Che, zanim przemienił się w masowego mordercę (lub jak kto z lewa woli – w „Czerwonego Chrystusa”), ale wybaczcie Panie i Panowie autorzy – grubo przesadziliście.
Są na świecie rzeczy o których nie śniło się filozofom, ale w coś takiego, że postać o osobowości filmowego Ernesto, przemieni się później w bezwzględnego i nieprzejednanego fanatyka – nie uwierzę nawet jak się zepnę. Najwidoczniej tak naprawdę nie wierzył w to również autor scenariusza (Jose Rivera), bo próby przedstawienia w fabule filmu kilku sytuacji, które jakoby przemieniają Che w zagorzałego rewolucjonistę, są żałośnie niewiarygodne. Wygląda na to, że powstały na odczepnego.
.
.
Jeżeli ktoś już widział ten film, to proponuję żeby dla kontrastu spróbował wyobrazić taką sytuację: Kuba, letni poranek. Na poboczu drogi, pod lufami rewolucyjnych karabinów, stoi ustawiona w szereg spora grupa obdartych, pokaleczonych i mocno przestraszonych nastoletnich chłopców. Ktoś głośno czyta coś o rewolucji i wrogach ludu, a odtwórca głównej roli „Dzienników”, cukierkowaty marzyciel, podchodzi kolejno do każdego dziecka i bez najmniejszego śladu emocji metodycznie strzela w głowę. Czy na prawdę możesz sobie wyobrazić, że taki poetycki, młody człowiek, jakim przedstawiają nam Gevarę twórcy filmu, byłby do tego zdolny?.
Jestem więc zawiedziony podwójnie: raz tym, że wbrew wszelkim znakom na ziemi i niebie, to nie jest film drogi. A dwa, że mogłaby to być opowieść o ciekawym człowieku (bez względu na to, czy rozpatrywać jego postępowanie z lewa, czy z prawa), a jest opowieścią o nikim.
Nie polecam.
.




1 Komentarz
Warning: Attempt to read property "comment_date" on null in /home/platne/mkos/public_html/wp-includes/comment-template.php on line 618
[…] days ago Dzienniki regionalne: spada sprzedaż Polski First saved by JADEs07 | 7 days ago Dzienniki Motocyklowe First saved by lightmanx5 | 12 days ago Śląski Wawrzyn Literacki 2007 First saved by […]