Nie jestem zwolennikiem grzebania w mechanizmach precyzyjnych, ale czasami gdy coś nawala nie mam oporów, by zdjąć pokrywkę i zerknąć z góry co i jak. Tak też zrobiłem z moim Nikonem D40 w którym posłuszeństwa odmówiła wbudowana lampa błyskowa.
Objaw był następujący: mimo uniesienia lampy aparat wciąż uznawał, że jest ona zamknięta i uparcie pstrykał zameczkiem zwalniającym.
Diagnoza: aparat nie wie, że lampa została już uniesiona, czyli przestał działać czujnik jej położenia. Uszkodzenie może być albo mechaniczne (coś może da się zrobić), albo elektroniczne (mogiła – bez serwisu się nie obejdzie).
Długo się wahałem, czy nie wysłać aparatu do serwisu. Ale raz, że szkoda by mi było zostać bez niego przez te 2-3 tygodnie a dwa, że uszkodzenie mogło być duperelą, za którą serwis prawie nic nie robiąc, skasowałby mnie jak za zboże. I miałem rację – po prostu blaszka czujnika położenia lampy spadła z kołka.
To wszystko. Uszkodzenie można naprawić samemu w ciągu minuty – bez kosztów i straty czasu.
…wykrzyknąłem z radością, po przeczytaniu tego artykułu. Tak kochani, skończyły się nasze problemy. On wrócił i uleczy tę naszą chorą, Polską rzeczywistość. Na razie zaczął od Rosji i Litwy, ale z pewnością niedługo pojawi się i u nas. Kto taki? No jak to kto? Anatolij Kaszpirowski – car hipnotyzerów, król uzdrowicieli, książę szołmenów. Gdyby nie jego seanse puszczane w latach 90-tych w naszej TV , to kto wie gdzie i kim byśmy dzisiaj wszyscy byli. Jakaż to była jedność w narodzie, gdy rodziny w komplecie stawiały się przed odbiornikami.
A poważniej, to niedawno oglądałem o nim film dokumentalny. Do końca lat 80-tych miał dziwne poparcie sowieckich władz i był w ZSRR osobą bardzo popularną. Mówiło się nawet, że propaganda radziecka specjalnie go wykreowała, żeby odciągnąć ilu się da obywateli od bieżących spraw państwa (a ZSRR było wtedy w już nieźle galopującym kryzysie). Tak czy inaczej, ze szczytu popularności strąciły go własne, nieopacznie wypowiedziane słowa. W czasie gdy znieczulał przez telewizyjną hipnozę dwie operowane kobiety, dla dodania sobie animuszu powiedział na wizji coś w stylu: „Potrafię to zrobić, jestem silny jak sam diabeł”. Przyznanie się własnego „diabelstwa” i to w okresie gdy Rosyjska Cerkiew właśnie się odradzała, spowodowało może nie gwałtowne, ale systematyczne i silne ataki na jego osobę. Relifanatycy do społu z lekarzami wykończyli go medialnie, choć dobił się sam, romansując z polityką (był deputowanym do Dumy). Na początku lat 90 wyjechał z ZSRR i przez pewien czas nadawał swoje programy w naszym kraju. Ostatecznie osiadł w U.S.A., gdzie obok ciągle kontynuowanej (choć już na małą skalę) działalności hipnotyzerskiej, zajął się budowlanką. I teraz oto powraca…
.
Co powinien u nas uleczyć w pierwszej kolejności? Myślę, że:
Psycholi z Wiejskiej. Tzn. na leczenie może już za późno, bo w tym wypadku i Chuck Norris nie pomoże, ale niech chociaż zahipnotyzuje obsadę parlamentu tak, żeby już za nic się nie brała i nic nie psuła.
Komentatorów na Onecie – od jakiś dwóch lat osiemdziesięciu procentom z nich niezbędna jest ostra interwencja psychiatryczna.
Bankowców – trzeba im naprawić poczucie kontaktu ze światem realnym. Najlepiej wrócić z tym tak gdzieś do XVI wieku, kiedy honor i słowność były podstawą działania banków.
.
Ok. A na razie forpoczta czekających nas wkrótce atrakcji:
W sobotę zaobserwowano sporą asteroidę (wielkości mniej więcej Meteoru Tunguskiego), która w poniedziałek minęła Ziemię w odległości zaledwie 1/5 dystansu pomiędzy naszą planetą, a Księżycem. Polskie media na ten temat milczały (oprócz tej wtorkowej, już po fakcie, notki na Interii) i gdyby nie Internet, nie dowiedziałbym się jak niewiele brakowało. Oczywiście szansa, że akurat ta asteroida (około 30-40 metrów średnicy) narobiłaby nam kłopotu jest stosunkowo niewielka, ale warto pamiętać, że być może w naszym kierunku już od milionów/miliardów lat uparcie zmierza spory kawałek kosmosu nam przeznaczony.
Swoją drogą, to wolałbym wiedzieć wcześniej, kiedy mam spodziewać się zagłady. Zatajanie przez władze (w domyśle: media) takich informacji „żeby nie szerzyć paniki” uważam za niemoralne.
A dla obserwatora z Australii przelot ww. asteroidy wyglądał tak:
.
Kategorie: Różne
| Tagi: asteroid | Nie można komentować
Na stronie Przekroju zobaczyłem świetny artykuł o 100 bezsensownych mitach w które społecznie wierzymy. Polecam. Tutaj, u siebie, zacytuję tylko setny mit, który co tu kryć – setnie mnie rozbawił.
100. Szum husarskich skrzydeł straszył konie wroga
Od lat nasi historycy nie ustają w próbach odpowiedzi na pytanie, po co były te skrzydła? Bo przecież najbardziej sensowna wersja (dla ozdoby) jest nie do przyjęcia. Nie jesteśmy przecież jakimiś Francuzami. Ostatnio popularna jest wersja „szumowa”: podczas szarży skrzydła na wietrze wydawały dźwięk, który płoszył konie wroga. Ale podczas testu naukowcom wyszło, że aby szum skrzydeł przebił się przez tupot kopyt, husaria musiałaby pędzić z prędkością około 150 kilometrów na godzinę. Wtedy jednak skrzydła mogłyby już spełniać swoją słownikową funkcję.