Author Archive

Autor:
• sobota, 08 lutego, 2014

No i ruszyła zimowa olimpiada 2014 w Sochi. Oglądałem tylko kawałek ceremonii otwarcia, bo akurat wychodziłem pouprawiać inny sport, ale i te kilka minut które widziałem, zrobiło na mnie wrażenie. Chciałoby się powtórzyć za Siarą Siarzewskim: „Mają rozmach, sk…esyny!”.
W momencie wyjścia z domu, praktycznie na odchodne rozbawił mnie do łez nasz sportowy, telewizyjny komentator. Widowisko przedstawiało kolejne etapy historii Rosji. Po rewolucji październikowej narracja pominęła II wojnę, stalinizm i gładko przeskoczyła do lat 60’tych ubiegłego wiek. A tam pląsające dziewczyny w kolorowych spódniczkach i nie mniej kolorowi i radośni faceci. Po chwili milczenia komentator rzucił (cytat z pamięci): „Po tym co tu widzimy, można by powiedzieć, że w latach 60-tych w Moskwie było jak na Lazurowym Wybrzeżu”. Uśmiałem się niewąsko 🙂

Ale ja chciałem nie o tym.

Powodem dla którego zawsze czekam na zimowe olimpiady jest… hokej na lodzie. Wspaniała gra, prawdziwy sport przez duże „S”, który fascynuje mnie od lat. W tej dyscyplinie jest wszystko co najlepsze w grach zespołowych i w dodatku do kwadratu. To z resztą jedyny sport zespołowy, który oglądam z pełnym zaangażowaniem i otwartą japą. Zawrotna szybkość, sprytna taktyka, zgranie drużyny i full-kontakt z przeciwnikiem – czego chcieć więcej? Wśród hokejowych zawodników nie ma leserów, to nie piłka nożna i nie da się udawać, że się gra. Przy tym hokej charakteryzuje się niewielką ilością prostych i jasnych przepisów. Z uwagi na szybkość gry nie może być z resztą inaczej. A najbardziej w hokeju podoba mi się to, że oprócz wbicia krążka do bramki, zawodnik musi się jeszcze nieźle nakombinować, żeby go nie rozsmarowali na lodzie, czy na bandzie. Tam idzie gra jak o życie – nie ma zmiłuj. Taaak, piękny sport i z niecierpliwością czekam na pierwsze mecze. Tradycyjnie kibicuję Kanadzie i mam nadzieję, że ponowią sukces z 2010 r.

Kategorie: Różne | Tagi: , ,  | Nie można komentować
Autor:
• niedziela, 26 stycznia, 2014

Styczeń 2014, Jezioro Dobrzyca. Biesu wyraźnie niepewnie czuje się na lodzie 🙂

Kategorie: Pies Bies | Tagi: ,  | Nie można komentować
Autor:
• wtorek, 14 stycznia, 2014

Komentować nie ma co – rufa jaka jest każdy widzi 🙂 Prawie nie było wiatru i zlekceważyłem sobie wszystko – efekt jak widać 🙂 Wrzesień 2013 r.

Kategorie: Królowa Słońca  | Nie można komentować
Autor:
• środa, 25 grudnia, 2013

Niniejszy wpis popełniam, by zadać kłam różnym krążącym plotkom, jakobym trzymał w domu niezliczone ilości gitar. Opinia taka od dłuższego czasu krąży pośród moich znajomych. Otóż moi mili, gitar mam tylko siedem. Nie planuję zakupu kolejnych, a jedną nawet gotów jestem oddać w dobre ręce.

A oto moja kolekcja:




Gitarka klasyczna z jakiejś hiszpańskiej manufaktury. Obliczyłem sobie teraz na szybko, że mam ją już jakieś… 20 lat. To moja druga gitara w życiu. Pierwsza z resztą poszła w rozliczeniu właśnie za tą. Instrument ma już swoje lata i co tu ukrywać – wyeksploatowałem ją. Stroiki do wymiany, gryf wygięty i co najgorsze, wypaczyła się wierzchnia płyta. No i odkleja się mostek (już raz przyklejany). No cóż, starość nie radość. Gitara ta ze względu na olbrzymią wartość sentymentalną ma jednak u mnie dożywocie. Pewnego pięknego dnia wezmę ją na warsztat i przywrócę młodość i urodę.





Moja pierwsza gitara elektryczna, którą kupiłem około 11 lat temu (chyba w 2003 r.). Do dzisiaj telecastery uważam za najpiękniejsze instrumenty. Powyższa gitara pierwotnie była instrumentem marki FLAME – czyli budżetowej linii naszych rodzimych gitar Mayones. Około 2010 r. zdarłem z niej do gołego lakier (sunburst), wyfrezowałem w korpusie komory dla zmniejszenia ciężaru i wymieniłem gryf na porządniejszy. Gitara zmieniła brzmienie na bardzo agresywne, a dobry gryf dodał jej sustainu. Osobiście wolę miękkie dźwięki, ale jeśli kiedyś zabiorę się za granie metalu, to instrument jest jak znalazł. Ta gitara też ma u mnie dożywocie.




Instrument akustyczny, który mam bodaj od 2003 r. (czyli już jakieś 10-11 lat). Kupiłem go w Szczecinie w sklepie Rockman, gdy ten mieścił się jeszcze w starej lokalizacji na górze Bramy Portowej. Pamiętam, że siedziałem na krześle i ogrywałem sobie różne gitary. Chłopak, który sprzedawał tak mi się przyglądał i w pewnym momencie powiedział: „Wie Pan co? Pokażę zaraz Panu taką gitarę no-name. Dwa razy tańszą niż te, które Pan ogląda, a brzmiącą dwa razy lepiej.” Przyniósł, usiadłem, uderzyłem w struny i od tamtej pory ten sklep ma we mnie stałego, wieloletniego klienta. Instrument jest topornie wykonany i kiepsko polakierowany, ale brzmi takim głębokim i wyrazistym soundem, że daj Boże.




Elektroakustyk Ephiphone EL-00 Pro, który jest u mnie od czerwca 2013 r. Gitarka mimo zmniejszonego pudła nieźle brzmi (chociaż niegłośno), a w dodatku jest na tyle mała, że można ją niemal nosić w kieszeni. Obecnie mój podstawowy travellowy instrument. Dodatkowo o ile akustycznie brzmi nieźle, to po podłączeniu do wzmacniacza daje po prostu fantastyczny głos (elektronika Fishmann-a).




Wyścigowy Ibanezik z ruchomym mostkiem. Instrument, który jest u mnie od 2012 r. Kupiłem, bo miałem okazję, ale jakoś nie przepadam za gitarami typu stratocaster. Nie mam do nich specjalnych zastrzeżeń – gra się na nich wygodnie, ale jakoś tak… bez przygody. Mniej więcej raz na trzy miesiące noszę się z zamiarem wystawienia jej na Allegro, ale gdy przy tej okazji biorę ją na kolana i chwilę pogram, to robi mi się tego instrumentu szkoda i sprawę odkładam. Gitara bardzo sympatyczna, udana, pięknie wykonana, przetworniki hambucker z rozłączanymi cewkami (na single).




Wół roboczy mojej stajni. Oryginalny Fender Telecaster po którego sięgam praktycznie codziennie. Trafił do mnie na początku 2013 r. Zawsze kochałem telecastery, a ten instrument jest zwieńczeniem tego uczucia. Świetna gitara.




KRÓLOWA JEST TYLKO JEDNA!!! Gibson SG Standard, którą mam od stycznia 2011 r. Świetny, niezwykle udany egzemplarz. Niesamowity sound i niesamowita ergonomia gry. Ta gitara gra sama – wystarczy ją trzymać i robić mądrą minę. Myślę, że nawet śp. Gary Moore bez oporów wyszedłby z nią na scenę. W razie pożaru lub powodzi – ratuję najpierw ją.

I koniec kolekcji. Jak widać posiadam tylko kilka kawałków drewna z duszą, a nie żaden mityczny magazyn instrumentów. To już więcej mam harmonijek ustnych…

Kategorie: Gitara | Tagi: ,  | Nie można komentować