Autor:
• niedziela, marzec 09th, 2008

Ciekawe uczucie – przebywać w miejscu, które pamięta się z dziecinnych, mocno niekompletnych i wyrywkowych, ale miejscami bardzo wyraźnych wspomnień. Wie się, że się wie, ale wcale się nie wie… Czegoś takiego doświadczyłem podczas rodzinnej podróży do wsi Zawada pod Częstochową.

Poniższa panorama przedstawia miejsce w którym jeszcze kilkadziesiąt lat temu stała drewniana chata mojej prababki. Po chacie została tylko kupka dachówek i studnia, a pola uprawne opanowały komanda brzózek. Pacholęciem będąc przemieszkałem tam kilka dni i wyniosłem jedne z pierwszych wspomnień z dzieciństwa. Kiedy teraz po latach stanąłem w tamtym miejscu, to Dżizes Krajst – nie ostał się tam nawet sznur (od kołowrotu przy studni)…

(Trzymaj wciśnięty przycisk myszy i przesuwaj obraz prawo/lewo.
Klawiszologia pospolita to: „a” – powiększanie, „z” – zmniejszanie)


:: Obraz wyświetlony przy pomocy programu PTViewer ::

A w widocznej chacie mieszka brat mojego dziadka – niegdysiejszy sułtan perkusji, słynący w okolicy z rozbijania na imprezach talerzy i szklanek. Nie ze złości – po prostu gdy przychodziła mu ochota na bębnienie, a w zasięgu nie było żadnego instrumentu, rozstawiał sobie naczynia i walił po nich paluchami lub widelcami jak po profesjonalnym, bębniarskim sprzęcie. Dziś już nie gra – za bardzo trzęsą mu się ręce, ale jak sam mówi: gdy widzi w telewizji jakiś grający zespół, to musi wyjść z domu, bo nie może wytrzymać partaczenia tych „(tfu!) profesjonalnych” perkusistów… 🙂

Wyślij na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • email
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przy pomocy RSS 2.0 Both comments and pings are currently closed.

Komentowanie zamknięte.