Autor:
• Wednesday, September 19th, 2012

Powyższy cytat z „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka” przyszedł mi do głowy w trakcie oglądania „Prometeusza” Ridleya Scotta. A dokładnie podczas sceny w której Prometeusz ląduje na planecie. Tak sobie po prostu przylecieli i wylądowali. Żadnego orbitowania, badania powierzchni, wstępnych prac kartograficznych, oceny klimatu itp. Po prostu nadlecieli, a gość od oglądania naskalnych rysunków wskazał palcem przez okno miejsce lądowania. Załoga nawet nie sprawdziła, czy nieznane podłoże nieznanego globu utrzyma ciężar statku. I tak przez cały czas.

Zwiastunów Prometeusza naoglądałem się wcześniej sporo i bardzo liczyłem na ten film, reklamowany jako hard-sf. Byłem przekonany, że tak niebanalny reżyser jak RS zaproponuje coś sensownego. Połączy w nowy, nieoczekiwany sposób fakt początków życia na ziemi z mitologią, obcymi i zaawansowaną techniką. No cóż, wyszło jak zwykle – po hollywoodzku, czyli ogranie starych schematów w oklepany sposób, a ja zostałem nabrany jak tytułowy żołnierzyk przez pewną babcię.

Nie będę tu wymieniał wszystkich słabych punktów scenariusza. Zbiór nielogiczności i nieciągłości jest tak pokaźny, że szkoda na to czasu. Po prostu kolejny amerykański obrazek, który nic nie wniósł. Jeżeli Ty, miły czytelniku, jeszcze nie oglądałeś tego „dzieła”, to odpuść – szkoda życia.

Wyślij na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • email
Kategorie: movie | Tagi: ,
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przy pomocy RSS 2.0 Both comments and pings are currently closed.

Komentowanie zamknięte.