Zachciało mi się ostatnio wysłuchać piosenki Władka Wysockiego: „Moskwa-Odessa”. YouTube oczywiście okazał się niezawodny:
Przy okazji wpadłem na cover tej piosenki w wykonaniu grupy „1-2-3”, ze świetnym tłumaczeniem Wojciecha Młynarskiego. I tu mam dwa słowa do Panów z „123”. Panowie, przy całej mojej sympati do was i waszej twórczości – przekombinowaliście. Może warto odłożyć te wszystkie garnki, bongosy, tamburina, trójkąty i inne cuda-niewidy, i po prostu zagrać piosenkę tak jak powinna być zagrana, żeby poruszyć duszę. Bo akurat do tego utworu, cały ten muzyczny harmider który robicie, pasuje jak wódka do sedesu.
Wiem, wiem – nie znam się na sztuce wyższej – za karę będę słuchał tylko w oryginale.
A z okazji jutrzejszego święta chciałbym przypomnieć piosenkę, którą we wczesnym dzieciństwie często słyszałem w radiu. Swoją drogą, to chyba jedna z najbardziej wypasionych pieśni patriotycznych jakie mamy. Milion razy lepsza do wszelkich Rot. Wielka szkoda, że dzisiaj kompletnie zapomniana.
…już puka do mych drzwi. Tak, tak – czas oddać cesarzowi co cesarskie, a cały ten zbójecki proceder najlepiej ujął Martin Lechowicz:
A jeśli ktoś oddawał honorowo krew i chciałby z tego tytułu coś odliczyć, to niech spróbuje w tym chorym systemie uzyskać jakąś ulgę – ja poległem w przedbiegach, gdy zobaczyłem jakie zaświadczenia musiałbym przedłożyć…
No, no – od koncertu minęło już trochę dni, a ja wciąż jestem pozytywnie nastrojony. Jako wieloletni fan oryginalnego filmu (i w ogóle ducha Blues Brothers), do występu BB w Szczecinie podchodziłem krytycznie. Ot, wyjdą na scenę jacyś biedni naśladowcy Aykroyda i Belushiego, zawyją smętnie z podkładu, ukłonią i rozstaniemy się bez tęsknoty. O, jakże się myliłem, bo zespół dał fantastyczny show.